Kocie trojaczki

W piwnicy jednej z piotrkowskich karmicielek zamieszkała pewna kocia rodzina, mama z trojgiem małych kociątek.

Dzika kociczka nie bez powodu wybrała tę właśnie piwnicę. Miejsce było bowiem bezpieczne, suche i ciepłe, a w jednym z piwnicznych boksów, do którego prowadził specjalnie wycięty w drzwiach otwór, znajdowało się duże, miękko wyściełane pudło, idealnie nadające się na pokoik dziecinny dla jej maluszków. Kocia mama mogła w nim bez obaw pozostawić swoje dzieci, kiedy wyruszała na poszukiwanie pożywienia.

Kiedy jednak pewnego dnia chciała powrócić do swoich kociąt, okienko piwniczne okazało się być zamknięte. Została odcięta od swoich maleństw! Przychodziła pod to okienko jeszcze wiele razy, przesiadywała przed nim, ale nie zostało ono już nigdy otwarte. Biedna, bezsilna kocia mateczka musiała pogodzić się z faktem, że nie zobaczy już swoich dzieci.

Na szczęście zamknięte okienko natychmiast zwróciło uwagę karmicielki, a jednocześnie właścicielki wspomnianej piwnicy z wyściełanym pudłem. Kiedy zeszła na dół, ujrzała trzy maleńkie kotki siedzące na szerokiej rurze tuż pod okienkiem, które najwyraźniej czekały już niecierpliwie, aż ich mama wróci z polowania i je nakarmi. Na widok wielkiej, nieznanej sobie istoty maluchy zerwały się w popłochu i w jednej chwili zniknęły w otworze wyciętym w drzwiach prowadzących do piwnicznego boksu.

Karmicielka podeszła do okienka z zamiarem jego otwarcia. Robiła to przecież od lat, choć utrudniano jej to na wszelkie możliwe sposoby. Usunięto klamkę, zapychano i zaklejano pozostały po niej otwór, zabijano okienko gwoździami. Zawsze jakoś dawała sobie radę… Szybko jednak zrozumiała, że tym razem otwarcie okienka nie leży już w jej możliwościach, zostało ono bowiem dokładnie zaspawane.

Okienko zostało nieodwracalnie zniszczone. Ktoś zadał sobie wiele trudu, aby zamknąć je na zawsze. Wcześniej było to jedyne otwarte okienko w całym wielkim budynku, jedyne wejście do piwnic, w których dzikie koty mogły się schronić przed chłodem i niebezpieczeństwem. Okienko zaspawali oczywiście lokatorzy, którzy, jak widać, (proszę wybaczyć zjadliwość) z powodu jednego otwartego okienka piwnicznego już w sierpniu odczuwali w swoich mieszkaniach nieznośny chłód, a w obliczu pogarszającej się pogody zaczęli się coraz bardziej niepokoić o stan zgromadzonych w swoich piwnicach kartofelków i przetworów z warzyw. Chroniąc rzeczy dla siebie najważniejsze, niejako przy okazji skazali maleńkie kocięta na uwięzienie i rozłąkę z matką, a rezultacie tego: na śmierć głodową!

Rozwścieczona karmicielka, mrucząc pod nosem słowa, których nie sposób publicznie powtórzyć, udała się na górę po kontenerek do transportu kotów i młodą sąsiadkę, której jedynym zadaniem było ów kontenerek podsunąć we właściwym momencie.

Kiedy kobiety otworzyły drzwi do piwnicy, kocięta w panice rzuciły się do ucieczki. Co najdziwniejsze, każdy kotek zareagował nieco inaczej, co pozwoliło już wtedy wyrobić sobie określone zdanie o jego charakterze i temperamencie.

Brązowy, pręgowany kocurek skulił się w najdalszym zakamarku piwnicy. Drżał ze strachu. Kiedy jednak karmicielka wyciągnęła po niego rękę, bez większych oporów pozwolił się podnieść i włożyć do kontenerka… Marcinek.

Drobna, białobrązowa koteczka z czarną plamką na samym czubku słodkiego noska uciekła po schodach na pierwsze piętro i zaszyła się w kącie, a widząc zbliżających się „oprawców”, rozszlochała się z rozpaczy i przerażenia. Już po chwili dołączyła do braciszka… Kropeczka.

Czarny jak węgiel kotek postanowił, że, niezależnie od tego, kim są te straszne istoty, które polują na niego i jego rodzeństwo, będzie walczył o swoją wolność do końca. Jeśli zajdzie taka potrzeba, zabije albo zginie, ale się nie podda.

Zwinny niczym wojownik ninja biegał, skakał po ścianach i wspinał się z szybkością błyskawicy, próbując sforsować wszystkie zamknięte okna i drzwi w piwnicy. Wreszcie wypadł na klatkę schodową, parokrotnie pokonał wszystkie piętra w górę i w dół, i ponownie wbiegł do piwnicy. „Prześladowcy” byli tuż tuż. Dostrzegł wąską szczelinę pomiędzy podłogą a drzwiami jednej z piwnic, rzucił się w nią jak szalony, ale… zabrakło mu szczęścia. Utknął! Tylne łapki, pupka i ogonek pozostały na zewnątrz. Zrozumiał, że jest bezsilny i zgubiony! Odwaga całkiem go opuściła i zaczął wrzeszczeć wniebogłosy, zwłaszcza, że poczuł, że jakieś ręce chwyciły go wpół i próbują wyciągnąć z potrzasku. Po chwili tych straszliwych zmagań znalazł się w kontenerku obok brata i siostry… Piotruś.

Zlana zimnym potem karmicielka niosła kocięta na górę. Choć nogi uginały się pod nią z emocji i wyczerpania, czuła ogromną ulgę. Kociątkom nic już nie groziło.

Marcinek, Kropka, Czarny Piotruś.


Aż trudno uwierzyć, że po tak dramatycznym początku te kocięta tak wspaniale się rozwijają i tworzą tak kochającą się i oddaną sobie rodzinę.

…………………

Jeśli podoba Wam się, co robimy dla kotów – możecie  nam pomóc wpłacając darowiznę za pośrednictwem portalu siepomaga.pl lub bezpośrednio na nasze konto:
mBank 04 1140 2017 0000 4702 1302 3553
Z dopiskiem: darowizna na cele statutowe

lub wpłacając darowiznę korzystając z systemu płatności PayPal



(08.11.2015 r.)

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress