Bez happy endu

Na Starym Mieście żyła sobie oswojona, leciwa, niedowidząca buraska. Miała swojego karmiciela, ciepłe legowisko w pustym garażu – w sumie nie najgorsze warunki do życia. Naszą wolontariuszkę, która regularnie przemierzała uliczki Starówki, zaniepokoił zbyt duży brzuszek kotki, a podejrzenie padło na ciążę. Karmiciel, nieco nieufny, po dużych negocjacjach zgodził się na sterylizację i oddanie kotki pod naszą tymczasową opiekę. Obiecałyśmy, że kotka na pewno do niego wróci cała i zdrowa…

gdzieś na starówce

I to powinien być koniec tej historii. Niestety podczas zabiegu okazało się, że kotka jest poważnie chora, że jej powiększony brzuch jest spowodowany zaawansowaną choroba nowotworową. Za kilka dnia, maksymalnie kilka tygodni, zaczęłaby cierpieć. Było już za późno na leczenie. Jedyne, co można było zrobić, to zapewnić  kotce spokojne odejście. Trudno podejmuje się takie decyzje. Jeszcze trudniej rozmawia się z karmicielem, z obietnic wobec którego nie udało nam się wywiązać…

(28.08. 2013)

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress